Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej

w Wałbrzychu
    

www.straz.walbrzych.pl                                                                       zig-zag.prv.pl

Menu główne
Ogłoszenia
Kategorie
Postaci wałbrzyskiego pożarnictwa

Wałbrzyskie środowisko pożarnicze jak mało które w Polsce, może poszczycić się tym, że miało w swych szeregach wielu znakomitych strażaków - postaci nietuzinkowych. Wielu z nich na przestrzeni lat - po opuszczeniu Ziemi Wałbrzyskiej, skutecznie pełniło służbę na wysokich stanowiskach, dając dowód na to, że mały ośrodek może sprzyjać rozwojowi karier zawodowych. Na łamach tej rubryki przypominamy ich. Przypominamy także tych - ponadprzeciętnych, którzy pięknie zapisali się na kartach historii wałbrzyskiej ochrony przeciwpożarowej, pełniąc w jej jednostkach organizacyjnych służbę.

Tadeusz Domadzierski ● Gustaw Cieślicki ● Bruno Banach ● Franciszek Kreid ● Eugeniusz Rusiecki



PUŁKOWNIK POŻARNICTWA TADEUSZ DOMADZIERSKI

Tadeusz Domadzierski, to pierwszy wałbrzyski strażak, który dostąpił zaszczytu pełnienia służby na stanowisku Komendanta wojewódzkiego - wtedy wojewódzkiego Komendanta – straży pożarnych.
Ten szlachetny człowiek i wysokiej kultury osobistej oficer, przy tym mądry oraz znakomity dowódca, pełnił służbę w wałbrzyskiej Miejskiej Zawodowej Straży Pożarnej, w gorącym powojennym czasie, kiedy na Ziemi Wałbrzyskiej wartko i przy niezrozumiałych dziś trudnościach, w arcyskomplikowanej sytuacji społecznej, politycznej oraz w wielonarodowym
i kulturowym tyglu, budowano zręby polskiej ochrony przeciwpożarowej. Nie tylko ochrony przeciwpożarowej.

                                                        

T. Domadzierski urodził się 16 sierpnia 1924r. w Borysławiu - legendarnym dla wielu współczesnych wałbrzyszan mieście. Mieście o którym jeszcze dziś mówi się, że urodzonych w nim obecnych mieszkańców Wałbrzycha jest siedem razy więcej, niż przed wybuchem drugiej wojny światowej wszystkich borysławian. Mieście, ważnym ośrodku wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego.
W II RP miasto Borysław należało do powiatu drohobyckiego w woj. lwowskim, które zostało powołane ustawą z dnia 3 grudnia 1920r.

Ojciec Tadeusza - Henryk (takie też otrzymał Jego syn), był robotnikiem. Najdłużej pracował
w rafinerii ropy naftowej. Matka Antonina z domu Langer, pochodziła z rodziny gajowego. Tadeusz był ich jedynym dzieckiem.

W rodzinnym Borysławiu Tadeusz Domadzierski uczęszczał do szkoły powszechnej (podstawowej), po ukończeniu której wraz z rodzicami przeniósł się do historycznego Sokala, także w woj. lwowskim.
W Sokalu, podjął naukę w Gimnazjum Zawodowym - Kupieckim i jak podał w ankiecie personalnej wypełnionej - 12 lipca 1950r., w Kłodzku, ukończył dwie klasy wspomnianej szkoły. Jednak w Sokalu nie zagrzał długo miejsca i z rodzicami powrócił do rodzinnego Borysławia. Stało się to na krótko przed najazdem wojsk niemieckich, czy jak kto woli -hitlerowskich na Polskę. Wojna zawitała w rodzinnych stronach Tadeusza Domadzierskiego, 17 września 1939r. kiedy pojawiły się wojska niemieckie - 5 Dywizja Pancerna z Opola - Oppeln. Po dziewięciu dniach, w znanych nam okolicznościach, do Borysławia wkroczyły oddziały XIII Korpusu Strzeleckiego (Piechoty) Kamienieckiej Grupy Armii. Odtąd zaczęła się okupacja radziecka,
a Borysław wszedł do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

Mimo wojennych, okupacyjnych - okrutnych do granic wytrzymałości, realiów, podjął naukę - tym razem w renomowanej zawodowej Szkole Górniczej, gdzie miał sposobić się do prestiżowego i zarazem trudnego zawodu górnika naftowego, ropy naftowej czy jak kto woli nafciarza. Niestety naukę przerwały kolejne działania wojenne, kiedy 22 czerwca 1941r., hitlerowskie Niemcy uderzyły na Związek Radziecki, a jego rodzinny Borysław stał się niebawem częścią dystryktu Galicja - Distrikt Galizien, w Generalnym Gubernatorstwie – General - Gouvernement.

Jego szkołę wkrótce zamknięto, a on podjął pracę jako robotnik w tartaku, a potem w kopalni nafty, ropy naftowej, przy demontażu urządzeń technologicznych i konstrukcji. Po tym jak uległ poważnemu wypadkowi - skomplikowane złamanie prawej nogi - przez wiele miesięcy pozostawał bez pracy. Po wyzdrowieniu nie było już mowy o powrocie do ciężkiej
 niebezpiecznej pracy na kopalni. Zmuszony został zatem do uprawiania nielegalnego handlu. Dochody z niego na tyle były zyskowne, że mógł opłacić kurs samochodowy i zdobyć uprawnienia kierowcy samochodowego. Jednakże posiadanie prawa jazdy nie gwarantowało mu pracy w zawodzie kierowcy. Pracował zatem dorywczo jako robotnik fizyczny i handlarz obwoźny całej gamy artykułów przemysłowych i żywnościowych. Nie była to działalność legalna i w czerwcu 1944r., czyli na krótko przed wkroczeniem - 7 sierpnia 1944r., Armii Czerwonej, został aresztowany przez policję niemiecką i następnie wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Nie spotkała go sroższa kara tylko dlatego, że Rzesza potrzebowała rąk do niewolniczej pracy. Poza tym miał cenne uprawnienia kierowcy samochodowego.
W Niemczech - tereny późniejszej NRD - umieszczony został w obozie pracy i pracował jako robotnik przy rozwożeniu m. in. opału.

Z niemieckiej niewoli uciekł w kwietniu 1945r., gdy dobiegały dni Tysiącletniej Rzeszy i panował totalny na jej terenie chaos, aczkolwiek siły zbrojne szaleńczo broniły do końca to upiorne do granic wyobraźni państwo. W wielkim zamęcie i ryzykując utratę życia, pieszo przedostał się do Kraju Sudeckiego - Sudetenlandu - terytoriów Czech włączonych 30 września 1938r. do Rzeszy. Tak zwędrował do małej miejscowości Mala Skala w Górach Izerskich, na terenie zamieszkałym głównie przez Niemców Sudeckich. Czy zdawał sobie sprawę że za kilkanaście miesięcy zamieszka niedaleko, po drugiej stronie granicy - w Wałbrzychu?

W Malej Skale wstąpił do oddziału partyzanckiego złożonego z Czechów i Rosjan. Że był to ważny oddział świadczy fakt iż jego dowódca posiadał stopień pułkownika Armii Czerwonej. Jego oddział prowadził działania dywersyjne na zapleczu wojsk niemieckich. Po zakończeniu działań wojennych - 11 maja 1945r., część partyzantów wstąpiła w szeregi Armii Czerwonej. W ten sposób 29 maja 1945r. został partyzant Tadeusz Domadzierski, wcielony do 139 pułku 3 Gwardyjskiej Dywizji Piechoty 3 Frontu Ukraińskiego. Niebawem jego jednostka została przerzucona na teren Węgier. Potem trafił -20 lipca 1945r., do innej - też gwardyjskiej. Musiał być dobrym żołnierzem, bo to że mimo młodego wieku, był człowiekiem doświadczonym, było oczywiste. Niebawem skierowano go do szkoły podoficerskiej na Zaporożu. W szkole zameldował się 10 stycznia 1946r.
Sposobiąc się do zawodu podoficera Armii Radzieckiej napisał list do rodziców mieszkających - jak sądził - w rodzinnym, ukochanym Borysławiu. Z odpowiedzi jaka nadeszła wynikało że rodzice wyjechali do Polski, na Ziemi Zachodnie, Odzyskane do Wałbrzycha.
Kiedy rodzice Tadeusza Domadzierskiego osiedli w Wałbrzychu? bo dlaczego - to wiemy.
Pierwszy transport repatriantów liczący 700 osób - mieszkańców Borysławia dotarł do Wałbrzycha w sierpniu 1945r. Kolejny - 15 września. W następnych miesiącach docierały nowe transporty kolejowe, tym razem nie tylko z Borysławia, ale także z borysłowiakami.

Rodzice Tadeusza zamieszkali na Podgórzu, w dużej wielorodzinnej kamienicy znajdującej się niedaleko, za słynnym wiaduktem kolejowym i w sąsiedztwie legendarnej „Cyganerii”, na deskach której występowali m. in. Ludwik Solski czy Władysław Hańcza. Ojciec Tadeusza znalazł pracę na kopalni „Mieszko”

30 sierpnia 1946r.(w życiorysie napisanym 20 listopada 1972r. we Wrocławiu pisze, że we wrześniu 1946r.) Tadeusz Domadzierski został zwolniony z Armii Radzieckiej i niebawem - uwzględniając ówczesną sytuację, znalazł się u ukochanych rodziców.
Po zamieszkaniu w Wałbrzychu, Tadeusz Domadzierski wstąpił do służby liniowej w Grodzkiej, Miejskiej Zawodowej Straży Pożarnej, która zajmowała strażnicę przy ul. Przemysłowej 1. Został w niej kierowcą, szoferem. Wkrótce ukończył kurs zawodowego strażaka a następnie podoficerski. Oba, w Wojewódzkiej Szkole Pożarniczej, kierowanej przez kpt. poż. Bruno Banacha - także grodzkiego, miejskiego komendanta. Szybko też włączył się w życie wałbrzyskiej straży i m. in. wstąpił do koła PPS-13 lutego 1947r., którego założycielem był komendant Bruno Banach. Po zjednoczeniu polskiego ruchu robotniczego został członkiem PZPR.

Nim to nastąpiło, w 1948r. odbył szkolenie w Wojewódzkiej Politycznej Szkolę PPR
w Szczawnie - Zdroju. W następnym roku, został skierowany przez ppłk poż. Kazimierza Łabno - wojewódzkiego inspektora pożarnictwa Związku Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej
i jednocześnie kierownika Oddziału Ochrony przed Pożarami i Innymi Klęskami
w Urzędzie Wojewódzkim we Wrocławiu, a następnie pierwszego wojewódzkiego komendanta straży pożarnych, na kurs oficerski.

K. Łabno przyszedł do Wrocławia z Olsztyna, gdzie był od 1 lipca 1945r. wojewódzkim inspektorem pożarnictwa. Łabno to jeden z pierwszych polskich zawodowych oficerów pożarnictwa i pierwszy Komendant straży pożarnych … w Szczecinie (od 20 kwietnia do 18 maja 1945r.) o czym nie wiedzą jeszcze w tym mieście. Oficer ten od 1929r. do 1945r. był Komendantem straży w sztandarowej dla II RP - w Państwowej Fabryce Związków Azotowych w Mościcach, wtedy pod Tarnowem.

Podstawowy kurs pożarniczy dla kandydatów na zawodowych oficerów pożarnictwa, odbył Tadeusz Domadzierski w Centralnym Ośrodku Wyszkolenia Pożarniczego nr 2 w Łodzi. Komendantem placówki, był legendarny ppłk poż wtedy Adam Kalinowski ”Biedroń” (1898-1970). Prymusem kursu, został Zygmunt Jarosz (1925-2007) z Radomia, który w l. 1968-1981, był komendantem głównym straży pożarnych. Wspomniany kurs trwał od 16 sierpnia do 15 grudnia 1949r.

Po zdobyciu oficerskich gwiazdek, podporucznik pożarnictwa Tadeusz Domadzierski zameldował się we Wrocławiu u ppłk poż. Kazimierza Łabno, i ten powierzył mu stanowisko kierownika Referatu Ochrony przed Pożarami i Innymi Klęskami (powiatowego komendanta straży pożarnych) i powiatowego instruktora Związku Straży Pożarnych w Kłodzku.
W Kłodzku, ppor poż. T. Domadzierski pełnił służbę do lipca 1950r. i został następnie służbowo przeniesiony do Strzelina. Tam objął stanowisko powiatowego komendanta i kierował Powiatową Komendą Straży Pożarnych przy Prezydium Powiatowej rady Narodowej, do sierpnia 1952r.

W sierpniu 1952r. jako już sprawdzony na trudnych stanowiskach
w Kłodzku i Strzelinie zostaje przeniesiony do Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnych przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu - taką urzędową nazwę nosiła komenda. Powierzono mu stanowisko zastępcy wojewódzkiego komendanta. Na czele komendy stał znakomity Kazimierz Łabno, a jej siedziba ulokowana była, w strażnicy wrocławskiej Miejskiej Zawodowej Straży Pożarnej, przy ul. Ołbińskiej 19/21., na terenie piastowskiego Olbina założonego jeszcze przed najazdem tatarskim. Powołanie Tadeusza Domadzierskiego na to stanowisko, było dowodem jego wysokiej klasy oficerskiej i zawodowej. Potwierdza to autorytet wnioskodawcy - ppłk poż. Kazimierz Łabno. W strażnicy na Ołbinie, w tym czasie, urzędował -na razie jako pełniący obowiązki komendanta - kpt. poż. Jerzy Królicki. Pełniący obowiązki, bowiem kierował on jeszcze Miejską Komendą Straży Pożarnych
w Wałbrzychu. Kpt. poż. Jerzy Królicki przestał dowodzić wałbrzyską komendą 31 sierpnia 1953r. Od 1 września 1953r. był już tylko miejskim komendantem SP we Wrocławiu. Owego roku kpt. poż. Jerzy Królicki, był także przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej dla ustalania stopni służbowych w pożarnictwie. Komisja działała przy Wojewódzkiej Komendzie Straży Pożarnych.

W 1953r., od 7 marca do 1 lipca, kpt. poż. Tadeusz Domadzierski przeszedł kurs oficerski, w Szkole Oficerów Polityczno - Wychowawczych Pożarnictwa w Poznaniu. Wraz z nim, słuchaczami kursu byli m. in. wałbrzyszanie i późniejsi pułkownicy Jan Matysek i Zbigniew Rygalski, jego bliscy koledzy.

Wkrótce po zakończeniu kursu, bo 1 października 1953r., wojewódzkim komendantem straży pożarnych we Wrocławiu został st. kpt poż. (mjr poż) Stefan Antoniak - uczestnik pierwszego okupacyjnego kursu oficerskiego (od 20 września 1942r. do 28 lutego 1943r.), w Centralnej Szkole Pożarniczej w Warszawie. Wtedy komendantem szkoły, był wspomniany ppłk poż. Adam Kalinowski - Biedroń. Antoniak wcześniej był wojewódzkim komendantem straży pożarnych w Zielonej Górze. Po latach, los sprawi, że ostatni wojewódzki komendant dla woj. wrocławskiego, przyjdzie z Zielonej Górze. Mowa o płk poż. Eugeniuszu Bojko.

Po odejściu st. kpt. poż. Stefana Antoniaka ze stanowiska wojewódzkiego komendanta straży pożarnych, Tadeusz Domadzierski objął kierownictwo Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnych przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Stało się to w kwietniu 1954r. Jednak mimo akceptacji dla jego osoby ze strony Prezydium WRN (przewodniczący Hilary Chełchowski także członek Rady Państwa i Biura Politycznego KC PZPR, a od 18 grudnia 1956r. - Bronisław Ostapczuk) i Egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego PZPR (I sekretarz - Jan Kowarz, a od 2 marca 1957r. -Władysław Matwin - członek Biura Politycznego KC PZPR) i wniosku Komendanta Głównego Straży Pożarnych kpt. sztabu Jana Kwiatkowskiego (uczestnik Rewolucji Październikowej i kolega Bolesława Bieruta), minister gospodarki komunalnej - Feliks Baranowski, ani po 7 grudnia 1954r. - minister spraw wewnętrznych- Władysław Wicha - nie akceptowali go na tym stanowisku. Dlaczego? Czy był ofiarą rozgrywek wewnątrz PZPR?
A może były inne przeszkody. Dlaczego zatem tak długo pełnił obowiązki wojewódzkiego komendanta straży pożarnych?

Przypomnijmy, że w tamtym czasie Wojewódzka Komenda Straży Pożarnych kierowała i nadzorowała ochronę przeciwpożarową na terenie województwa. Podlegała Prezydium WRN i Komendzie Głównej Straży Pożarnych. Komendanta powoływał minister na wniosek Komendanta Głównego i w uzgodnieniu z Prezydium WRN - minister właściwy dla spraw wewnętrznych. Swoją, jakże ważną opinię przedstawiał Komitet Wojewódzki PZPR.

Jednak do lipca 1958r. ministrowie: najpierw gospodarki komunalnej,
a potem spraw wewnętrznych nie godzili się na to by st. kpt. poż. Tadeusz Domadzierski otrzymał akt mianowania na stanowisko wojewódzkiego komendanta straży pożarnych.
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że przedwojenny oficer st. kpt. poż. Jerzy Królicki od 1 stycznia 1957r. jako Miejski Komendant we Wrocławiu zajmował stanowisko wojewódzkiego komendanta, bowiem Wrocław, był od tego dnia miastem wydzielonym na prawach województwa.
Inna sprawa, że J. Królicki był w 1944r. Komendantem straży pożarnej
w wyzwolonym Chełmie.

Mianowanie Tadeusza Domadzierskiego na stanowisko wojewódzkiego komendanta straży pożarnych zbiegło się z wejściem w życie zarządzenia ministra spraw wewnętrznych z dnia 18 sierpnia 1958r. w sprawie wytycznych dotyczących organizacji i zakresu działania wojewódzkich
i powiatowych komend straży pożarnych. Na jego podstawie komendy stały się samodzielnymi organami, podległymi bezpośrednio prezydiom rad narodowych, a nie jak do tej pory kierownikom wydziałów spraw wewnętrznych.
Inna sprawa że w 1961r. przywrócono poprzednie usytuowanie komend straży pożarnych.

W momencie objęcia stanowiska wojewódzkiego komendanta straży pożarnych, na terenie woj. wrocławskiego istniały następujące terenowe komendy straży pożarnych stopnia powiatowego: miejskie; w Jeleniej Górze, Legnicy, Świdnicy i Wałbrzychu - Komendant kpt. poż. Julian Jaroszewicz, powiatowe: w Bolesławcu, Bystrzycy Kłodzkiej, Dzierżoniowie, Górze Śląskiej, Jaworze, Jeleniej Górze, Kamiennej Górze, Kłodzku, Legnicy, Lubaniu, Lubinie, Lwówku Śląskim, Miliczu, Nowej Rudzie, Oleśnicy, Oławie, Strzelinie, Środzie Śląskiej, Świdnicy, Trzebnicy, Wałbrzychu - komendant kpt. poż. Leopold Sobczyk, Wołowie, Wrocławiu dla powiatu wrocławskiego w strażnicy przy ul. Ołbińskiej 19/21, Ząbkowicach Śląskich, Zgorzelcu i Złotoryi.

Zawodowych terenowych jednostek w całym województwie wrocławskim, w tym czasie było niewiele, bo 6 - w Legnicy, Lubaniu, Lubinie, Jeleniej Górze, Świdnicy, Wałbrzychu. W pozostałych miastach powiatowych funkcjonowały pogotowia zawodowe posiadające po kilka etatów na zmianę służbową, a tych było wtedy po dwie. Od 1962r. miejskie OSP systematycznie wzmacniano etatowo i przekształcano w ZSP, tak że w 1970r. w każdym powiecie była terenowa jednostka operacyjna.
Na terenie woj. wrocławskiego w 1962r. służyło 1056 członków Korpusu Technicznego Pożarnictwa, w tym 95 oficerów i 435 podoficerów. Cztery lata później było 2659 członków KTP, w tym 146 oficerów i 1286 podoficerów.¹ Przy tej okazji przypomnijmy, że w 1958r. nastąpiło uruchomienie produkcji samochodów gaśniczych w Jelczańskich Zakładach Samochodowych. Pierwszym z wielkiej rodziny pojazdów pożarniczych, był „Star 21 GBA 2/16”. Pojazd ten miał kabinę dla ośmiu ludzi.
Ale dodajmy że na Dolnym Śląsku produkowano także środki pianotwórcze - Jawor (spumogen), Wrocław (deteor i proszki gaśnicze) oraz autopompy - Świdnica.

Płk poż. Tadeusz Domadzierski, pełniąc stanowisko wojewódzkiego komendanta straży pożarnych nigdy nie zerwał z Wałbrzychem. Bardzo, bardzo często gościł w naszym mieście, gdzie miał rodziców, spore grono przyjaciół i kolegów. Spotykał się ze strażakami nie tylko z okazji oficjalnych wizyt. Bywał służbowo, roboczo, bowiem w naszym mieście działały komórki, jednostki wchodzące w skład Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnych: Wojewódzki Ośrodek Szkolenia Pożarniczego, Magazyn Główny i Wojewódzka Stacja Ochrony Dróg Oddechowych.

Wojewódzki Komendant Straży Pożarnych, płk poż. Tadeusz Domadzierski zmarł nagle, tragicznie-1 kwietnia 1974r.
W ostatnim zdaniu nekrologu zamieszczonego na łamach pisma „Strażak” o Pułkowniku napisano - Zdolny, zasłużony oficer i społeczny działacz pożarnictwa, gorący patriota, szlachetny człowiek - zyskał szacunek i sympatię tych, którzy Go znali, z którymi współpracował.

¹- dane statystyczne za pracą płk poż. Władysława Pilawskiego „Rozwój ochrony przeciwpożarowej na Ziemiach Zachodnich i Północnych” Warszawa 1986r.
 


GUSTAW CIEŚLICKI „Dąb” - PIERWSZY POWIATOWY KOMENDANT STRAŻY POŻARNYCH
W WAŁBRZYCHU


     15 lipca 1945r. stanowisko powiatowego komendanta straży pożarnych w Wałbrzychu, objął kpt. poż. Gustaw Cieślicki. Los sprawił, że stał się on pierwszym polskim oficerem pożarnictwa wałbrzyskiej polskiej ochrony przeciwpożarowej. Na to stanowisko mianował go wojewódzki inspektor pożarnictwa mjr poż. Stefan Meyer „Larissa” (pseudonim z okresu III Powstania Śląskiego), po uprzedniej akceptacji Pełnomocnika Rządu RP na Okręg Administracyjny Dolnego Śląska (29 maja 1946r. - województwo wrocławskie i wojewoda wrocławski) mgr Stanisława Piaskowskiego, pochodzącego jak Meyer z Kielc. Kpt. poż. G.Cieślicki został zatrudniony w Urzędzie Obwodowego Pełnomocnika Rządu RP (od 29 maja 1946r. Wydział Powiatowy, Starostwo Ziemskie), Mariana Pyszyńskiego i zgodnie z ówczesnymi przepisami, został urzędnikiem państwowym na stanowisku referenta spraw bezpieczeństwa pożarowego.
     Jednocześnie, z polecenia Meyera i w porozumieniu z Pełnomocnikiem Rządu na miasto Wałbrzych -Eugeniuszem Szewczykiem - objął nadzór nad wałbrzyską zawodową strażą pożarną z niemiecką obsadą, którą dowodził ogn. poż. Stanisław Zimnicki - pochodzący z kieleckiego. Ten nadzór w wypełniał do momentu przybycia do Wałbrzycha kpt. poż. Bruno Banacha, tj. do 15 września 1945r. Kolejne stanowisko doszło mu po reaktywowaniu Związku Straży Pożarnych RP. Został wtedy instruktorem powiatowym Związku Straży Pożarnych RP i wszedł do jego powiatowych władz. Najpierw tymczasowych. Ponieważ w tamtym niepowtarzalnym, skomplikowanym i szaleńczo trudnym czasie, sprawy biegły szybciej niż kiedykolwiek, 15 grudnia 1945r. Minister Administracji Publicznej, wspomniany referat przemianował na Referat - Powiatowa Komenda Straży Pożarnych. Jednak 3 września 1947r. nazwę jego zmieniono na Referat Ochrony przed Pożarami i Innymi Klęskami. Nazwy
i tytuły - nazwami i tytułami, w praktyce posługiwano się terminami - Powiatowa Komenda Straży Pożarnych i powiatowy komendant straży pożarnych.
Siedziba referatu, komendy znajdowała się, w budynku przy ul. J. Matejki 3, gdzie wcześniej mieściło się niemieckie kierownictwo komunikacji tramwajowej dla aglomeracji wałbrzyskiej oraz Elektrowni Miejskiej - Eisenbahn - Betriebsamt und Verkehrsamt.

                                                  
                 Gustaw Cieślicki - Pierwszy Powiatowy Komendant Straży Pożarnych w Wałbrzychu

Kim był komendant Cieślicki? Jaka była jego droga życiowa i zawodowa do momentu przybycia na Ziemię Wałbrzyską, do Solic – Zdroju (od 19 maja 1946r.Szczawno - Zdrój), gdzie zamieszkał przy
ul. J. Słowackiego 49? Co robił po opuszczeniu naszych stron, w dramatycznych okolicznościach jesienią 1948r?

Gustaw Cieślicki urodził się 30 listopada 1902r. we wsi Zochcin pod Opatowem, na terenie ówczesnej guberni kieleckiej. Ochrzczony został, w romańskiej, pochodzącej z XII w. kolegiacie pw. Św. Marcina,
w Opatowie, która jest pozostałością klasztoru templariuszy. Obecnie Ziemia Opatowska należy do woj. świętokrzyskiego. Jego rodzice - Roman i Marianna z d. Piotrowska, prowadzili trzy hektarowe gospodarstwo rolne. Poza Gustawem mieli oni jeszcze sześcioro dzieci. W 1907r. zmarł mu ojciec. Jeszcze przed jego śmiercią, własność jego rodziny została zlicytowana. Zmusiło to matkę, obarczoną siódemką dzieci do przeprowadzki, do powiatowego Opatowa. Tu matka imała się różnych prac, by zapewnić egzystencję całej licznej rodzinie. W Opatowie młodziutki Gustaw uczył się najpierw w szkole powszechniej, którą ukończył z wynikiem celującym, a po jej ukończeniu poszedł do gimnazjum. Cóż
z tego że był wyśmienitym uczniem, skoro z powodu braku pieniędzy, musiał przerwać edukację. Zdążył jeszcze wstąpić do męskiej drużyny ZHP. W harcerstwie działał do momentu podjęcia zawodowej służby pożarniczej. Był sekretarzem w opatowskiego Komendzie Hufca.

Z pożarnictwem Gustaw Cieślicki związał się jako piętnastolatek, w 1917r., kiedy został członkiem harcerskiej drużyny pożarniczej. Od 1921r, był w niej drużynowym, a potem komendantem. Od 1925r. był członkiem OSP w Opatowie i wchodził jako sekretarz, w skład Zarządu Okręgowego Głównego ZSP RP, a od 30 grudnia 1933r., Zarządu Oddziału Powiatowego ZSP RP, w Opatowie, jako że tego dnia weszło w życie rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 28 listopada 1933r. o uznaniu stowarzyszenia Związek Straży Pożarnych RP za stowarzyszenie wyższej użyteczności publicznej. Pierwszy
§ rozporządzenia, zmieniał dotychczasową nazwę - Główny Związek Straży Pożarnych RP na wspomnianą, w tytule rozporządzenia.

      1 stycznia 1919r. podjął młodziutki Gustaw pracę jako urzędnik w opatowskim starostwie. Był w nim początkowo praktykantem, a następnie naczelnikiem kancelarii. Praca w Wydziale Powiatowym/starostwie dawała godziwe dochody i szybko Gustaw Cieślicki uzupełnił wykształcenie średnie, kończąc w 1922r. - wieczorową szkołę handlową. Świadectwo maturalne uzyskał Cieślicki
w 1964r. 15 maja 1929r., powierzono mu stanowisko instruktora powiatowego pożarnictwa,
w opatowskim starostwie. Uzyskał wtedy stopień p.o. aspiranta pożarniczego (stopień ustanowiony uchwałą Rady Naczelnej GZSP RP z dnia 19 kwietnia 1926r., najniższy stopień służbowy w korpusie Inspekcyjnym zawodowych oficerów pożarnictwa, zniesiony decyzją Ministra Spraw Wewnętrznych
z dnia 5 maja 1937r.). Objęcie stanowiska instruktora powiatowego zbiegło się z momentem ukończenia pierwszego szkolenia oficerskiego/instruktorskiego - 15 maja 1929r., w Łodzi. Drugi kurs oficerski ukończył Gustaw Cieślicki 21 grudnia tego roku, w Krakowie. Oba szkolenia trwały po dwa miesiące. Jednak aktu mianowania do tego stopnia dokonała aspiranta Rada Naczelna GZSP RP, dopiero 26 kwietnia 1930r., wszak zbierała się rzadko. Uchwałę podpisał prócz ówczesnego prezesa inż. Stanisława Twardo, inspektor naczelny Szymon Jaroszewski.

     Wspomnianego dnia Rada Naczelna GZSP RP uchwaliła pierwszą w historii polskiego pożarnictwa pragmatykę służbową dla zawodowego personelu Związku - Przepisy o podstawowych obowiązkach
i prawach członków Korpusu Technicznego Związku. W skład elitarnego Korpusu Technicznego Głównego ZSP RP wszedł Cieślicki 22 maja 1932r. Warto w tym miejscu powiedzieć, że np. w 1928r. do korpusu należało tylko 48, a dwa lata później - 85 członków - oficerów, zaś 1934r.-176. Trzy lata później, w lipcu 1935r., młodszy instruktor pożarniczy (stopień wprowadzony 26 kwietnia 1930r.) G. Cieślicki odbył
w Łodzi miesięczny kurs uzupełniający dla instruktorów powiatowych i inspektorów wojewódzkich. Wcześnie j-w 1933r. i 1934r.- odbył kolejno kursy dla instruktorów I kategorii Ligi Obrony Powietrznej
i Przeciwgazowej - w Warszawie oraz instruktorów wychowania fizycznego, w Katowicach.

     W momencie kiedy Gustaw Cieślicki obejmował stanowisko instruktora powiatowego w Opatowie, naczelnym inspektorem GZSP RP, był wspomniany wcześniej - st. insp. poż. Szymon Jaroszewski (ur. 28 października 1890r.), który wcześniej był m. in. powiatowym instruktorem w Radomsku i wojewódzkim inspektorem w woj. nowogrodzkim, a podczas obrony stolicy we wrześniu 1939r., stał na czele sztabu Komendy Warszawskiej Straży Ogniowej. Potem należał do założycieli i ścisłego (II Szef Sztabu) kierownictwa Strażackiego Ruchu Oporu „Skała”. Jaroszewskiego aresztowano 4 czerwca 1940r.
i osadzono na Pawiaku. 14 sierpnia owego roku został wywieziony do KL Auschwitz, gdzie 25 czerwca 1942r. zginął. Kieleckim inspektorem pożarniczym, był od 1931r. Józef Plebanek - jeden z pierwszych polskich oficerów pożarnictwa, bo od 1917r.. Po drugiej wojnie światowej, był najpierw wojewódzkim inspektorem pożarnictwa, a potem stał na czele Oddziału Pożarnictwa/Ochrony przed Pożarami i Innymi Klęskami w Kielcach. Zasiadał też w składzie pierwszego po wojnie, Komitetu Redakcyjnego pisma „Przegląd Pożarniczy”. Posiadał stopień pułkownika pożarnictwa. Od 13 lutego 1957r. do 24 maja 1959r., był prezesem Tymczasowego ZW ZOSP w Kielcach

     Instruktorem powiatowym w Opatowie, był Gustaw Cieślicki do momentu wybuchu drugiej wojny światowej i od 15 maja 1940r. do stycznia 1945r. Stanowisko to tak jak i przed wojną usytuowane było w Wydziale Powiatowym, starostwie opatowskim. Jednocześnie podlegał on pod względem fachowym, merytorycznym, instruktorowi dystryktu radomskiego (Distrikt Radom) - ppłk Józefowi Mikule (przed wojną i po wojnie, wojewódzki inspektor, kierownik Oddziału Ochrony przed Pożarami i Innymi Klęskami w Katowicach i pierwszy wojewódzki komendant straży pożarnych w Katowicach). Nadzór nad jego działalnością (G. Cieślickiego) sprawowała niemiecka władza policyjna, w tym powiecie.
W tym czasie podlegały mu straże pożarne z powiatu opatowskiego (Landkreis Opatow),
d. sandomierskiego i miasta wydzielonego, jakim był Ostrowiec Świętokrzyski. Po wprowadzeniu wojskowej nomenklatury - w czerwcu lub lipcu 1940r. - otrzymał stopień porucznika pożarnictwa. Do stopnia kapitana pożarnictwa awansowano go 4 grudnia 1942r. i ze starszeństwem od 1 grudnia tegoż roku. Na kolejny wyższy stopień czekał przeraźliwie i niezrozumiale długo, bo aż do …1 stycznia 1965r. W tym czasie służył praktycznie nieprzerwanie. Nadzwyczajnie dobrze służył. Przechodził pozytywnie wszystkie powojenne weryfikacje.

     Decyzje o awansowaniu do stopnia kapitana podpisał pełniący obowiązki Kierownika Technicznego Pożarnictwa na terenie Generalnej Guberni ppłk Tadeusz Busza. W tym czasie bowiem, płk poż. Jerzy Lgocki, był w podziemiu i ukrywał się przed okupacyjnym aparatem ścigania. T. Busza przed i po wojnie, był wojewódzkim inspektorem, kierownikiem Oddziału pożarnictwa/ Ochrony… i pierwszym wojewódzkim komendantem straży pożarnych w Poznaniu.

   Gustaw Cieślicki antyniemiecką działalność konspiracyjną rozpoczął już w listopadzie 1939r. To w jego mieszkaniu zawiązała się opatowska komórka Służby Zwycięstwu Polski. Cieślicki odpowiadał w niej za sprawy organizacyjne. Po jej przekształceniu, znalazł się w Związku Walki Zbrojnej i był oficerem organizacyjnym pod obwodu „Wierzba” z siedzibą dowództwa, w Ostrowcu Świętokrzyskim. W tym czasie posiadał pseudonim „Dąb” W jakimś momencie Gustaw Cieślicki włączył się do działalności
w Strażackim Ruchu Oporu „Skała’ i został komendantem tej organizacji na terenie powiatu opatowskiego. Warto w tym miejscu wspomnieć, że komendantem tej organizacji w powiecie kieleckim, był wspomniany wcześniej - Stefan Meyer „Larissa”, a radomskim kpt. poż. Konstanty Jurkowski, który po aresztowaniu trafił do obozu koncentracyjnego Gross - Rosen, gdzie został zamordowany.
SRO „Skała” od 1943r. był częścią Organizacji Wojskowej Korpus Bezpieczeństwa, a ten współpracował
z Armią Ludową oraz Armią Krajową. Wiele wskazuje, że Gustaw Cieślicki cały czas należał do Armii Krajowej.

     Co robił Gustaw Cieślicki w ramach działalności konspiracyjnej? Jako oficer straży i instruktor powiatowy miał sporo swobody w legalnym poruszaniu na podległym mu terenie. Jego stale wizytowanie straży pożarnych nie budziło podejrzeń ze strony władz niemieckich. Mógł zatem kontaktować się
z dowódcami ruchu oporu i czynił to zawsze - nawet w obecności niemieckich funkcjonariuszy policji, nieświadomych jego roli. Nikt nie policzy ilu osobom uratował życie, preparując dla nich dokumenty tożsamości. Wielokrotnie melinował osoby ukrywające się przed wrogiem, w tym min. Bruno Banacha. Dzięki jego staraniom, władze niemieckie wypuściły z aresztów wielu ludzi. Wspierał rodziny aresztowanych przez Niemców. Organizował zaopatrzenie dla oddziałów partyzanckich, przemycał podziemną prasę i dokumenty. Uchronił wielu młodych ludzi przed wywózką na roboty przymusowe do Niemiec, poprzez angażowanie ich do służby w strażach pożarnych. Nieustraszony do granic ludzkich możliwości, ale przy tym niezwykle chłodny przytomnością. Do legendy przeszła jego walka
o uratowanie przed niechybną śmiercią kilkudziesięciu zakładników w Ostrowcu Świętokrzyskim, po tym jak spaliła się sterta siana, które okoliczni chłopi zmuszeni byli przekazać Niemcom, na ich okupantów potrzeby. Niemcy wskazywali jako przyczynę powstania pożaru - podpalenie. Cieślicki umiał im logicznie wyperswadować, że pożar powstał w wyniku samozapalenia. Z jego argumentacją - nie bez oporów - zgodzili się Niemcy.

     Był kluczową postacią ruchu oporu, w całym powiecie opatowskim.

     Po odtworzeniu polskiej administracji, kpt. poż. Cieślicki z nieznanych nam powodów nie wrócił na swe dotychczasowe stanowisko. Za to przed Wielkanocą, która przypadała wtedy 4 kwietnia, został - podobnie jak i jego brat Józef i szwagier - aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa i osadzony
w opatowskim areszcie. Po kilkunastu dniach, przewieziono go do aresztu w Ostrowcu Świętokrzyskim. Stąd trafił do aresztu w Kielcach, gdzie trzymano go do czerwca 1945r. Wobec takiego rozwoju wypadków - mimo że nie przedstawiono mu zarzutów - Gustaw Cieślicki zdecydował się na opuszczenie Opatowa i wyjazd na Dolny Śląsk, gdzie jego kolega mjr poż. Stefan Meyer „Larissa’, był od 21 kwietnia, wojewódzkim inspektorem pożarnictwa. Po dotarciu do Legnicy, gdzie urzędował Meyer, otrzymał przydział do Wałbrzycha.

     Komendant Cieślicki szybko rzucił się w wir strażackiej, organizatorskiej roboty, a przyszło mu działać w nietypowych okolicznościach. Tu na Ziemi Wałbrzyskiej istniały-co oczywiste- niemieckie ochotnicze straże pożarne. Posiadały one przyzwoite wyposażenie i remizy. Tyle że teren był zamieszkały przez ludność niemiecką. Powoli z kraju napływali tu osadnicy, którzy przystępowali do organizowania polskich straży pożarnych. Tylko do końca 1945r. takich straży powstało 22.
W styczniu 1948r. Gustaw Cieślicki zawarł związek małżeński z Jadwigą z d. Adamską. Oboje podczas wojny działali w konspiracji. I ona miała problemy z aparatem bezpieczeństwa, gdyż jako pracownica apteki w Opatowie zgodziła się na udzielenie pomocy członkowi organizacji Wolność i Niepodległość. Będąc w mocno zaawansowanej ciąży trafiła do aresztu. Tylko amnestia uchroniła przed odsiadką.

     4 listopada 1948r. kpt. poż. Gustaw Cieślicki został zwolniony z wałbrzyskiego więzienia śledczego,
w którym przesiadywał kilka tygodni, w ramach aresztu prewencyjnego. Z zachowanego dokumentu wynika, że udać się miał do … Solic Zdroju. Wynika to z dokumentu podpisanego przez naczelnika więzienia - niejakiego Kuranta. W związku z aresztowaniem - w jakimś momencie - Cieślicki przestał być powiatowym komendantem straży pożarnych. W jakim? Tajemnicą jest to czy sam z zajmowanej funkcji zrezygnował czy też ten nieustraszony człowiek i oficer rozmiłowany w służbie, został odwołany przez zwierzchników. W tym czasie - od 1 września1948r.- Oddziałem Pożarnictwa w Wydziale Administracyjno-Prawnym Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu kierował ppłk poż. Kazimierz Łabno,
a inspektorem wojewódzkim Związku Straży Pożarnych RP, był nadal mjr poż. Stefan Meyer ‘Larissa”. Jednak to nie ci oficerowie mogli decydować o dalszym pełnieniu służby na stanowisku powiatowego komendanta straży pożarnych Decydowali lokalni politycy z PPR zwłaszcza, że Cieślicki był członkiem mocno zwalczanego wtedy PSL.

    Opuszczając powiat wałbrzyski, kpt. poż. G. Cieślicki pozostawiał bardzo dobrze funkcjonujący system ochrony przeciwpożarowej. Tworzyły go: ośrodek wyszkolenia pożarniczego w mieście Biały Kamień, dwa pogotowia zawodowe: w mieście Biały Kamień i wsi Jedlinka oraz niewyobrażalną dziś, liczbę ochotniczych straży pożarnych (w 1950r.-36). Prócz nich istniały zawodowe straże pożarne
w zakładach przemysłu lekkiego - w Głuszycy, Mieroszowie i Walimiu, kopalniach węgla kamiennego „Victoria” w mieście Sobiecin i „Biały Kamień” w mieście Biały Kamień i przy kopalni rudy uranu,
w Dziećmorowicach - Starym Julianowie. Wśród OSP m. in. były: straże w miastach Biały Kamień, Boguszów, Mieroszów, Sobięcin i Szczawno - Zdrój oraz wsiach; Chwaliszów, Gorce, Jedlina - Zdrój, Kuźnice Świdnickie, Lubiechów, Poniatów, Rusinowa, Sierpnice, Stare Bogaczowice, Struga, Szczawienko czy Unisław Śląski. W ilu z tych miejscowości nie ma dziś ochotniczych straży pożarnych?
Był ich organizatorem i współorganizatorem - osobą, która animowała ich tworzenie. Śpieszył z fachową pomocą i mądrą radą.

     1 sierpnia 1949r. kpt. poż. Gustaw Cieślicki podjął pracę i służbę jako inspektor ochrony przeciwpożarowej Dolnośląskiego Zjednoczenia Przemysłu Cukrowniczego w Świdnicy. Tutaj też zamieszkał przy ówczesnym placu W. Lenina 17/7. Pracował wytrwale i efektywnie na rzecz bezpieczeństwa pożarowego w cukrowniach znajdujących się na terenie ówczesnego woj. wrocławskiego. Od 1 kwietnia 1955r. jest kpt. poż. Cieślicki inspektorem ochrony przeciwpożarowej
w zjednoczeniu obejmującym cukrownie dolnośląskie i na terenie Opolszczyzny. Siedziba jego inspektoratu znajdowała się na terenie wrocławskiej cukrowni Klecina. W związku z tym przenosił się
z rodziną - żoną oraz dziećmi: Jolantą i Markiem do Wrocławia.

     Jego praca była wysoko oceniana przez przełożonych, dowodem czego są zapisy w starych już dokumentach, sygnowanych przez dyrektorów Centralnego Zarządu Przemysłu Cukrowniczego, kierownictwo PZPR (sam był bezpartyjny) oraz przełożonych: st. kpt. poż.(=mł. bryg.) Stefana Szmidta - Głównego Inspektora Ochrony Przeciwpożarowej w Ministerstwie Przemysłu Rolnego i Spożywczego
i kierownika Inspektoratu Ochrony Przeciwpożarowej Centralnego Zarządu Przemysłu Cukrowniczego - st. kpt. poż. Heliodor Graszewicza. Ci oficerowie po październikowej odwilży objęli stanowiska wojewódzkich komendantów straży pożarnych w Bydgoszczy i dla woj. warszawskiego.

     Po reaktywowaniu struktur ochotniczego pożarnictwa, od powiatów wzwyż, kpt. poż. Gustaw Cieślicki rozpoczął usilne starania o podjęcie pracy w Związku. Czynił tak, bo widział siebie w wielkiej rodzinie strażaków - ochotników - takich samych pasjonatów jak on. Jego starania wspierał Tymczasowy Zarząd Główny Związku Ochotniczych Straży Pożarnych, widząc tak doświadczonego oficera w swoich strukturach na stanowisku inspektora Okręgu Wojewódzkiego Gdańskiego. Starania te zostają uwieńczone sukcesem. Komendant Główny Straży Pożarnych kpt. sztabu Roman Darczewski, zarządzeniem personalnym z dnia 23 października 1957r.oddał go do dyspozycji ZOSP. Pod koniec tego roku Cieślicki został inspektorem Okręgu Wojewódzkiego w Gdańsku.
Jako inspektor i osoba bardzo dobrze znająca środowisko strażaków-ochotników, szybko potwierdza swój talent organizatorski. Zdobywa szacunek w nowym środowisku i staje się ich liderem.
Jednak po kilku latach dają się we znaki trudy wojny i całego niełatwego życia. Chyba najbardziej obija się stress związany z niezwykle aktywną działalnością konspiracyjną podczas okupacji. Swe niedobre piętno zostawiły przesłuchania w ubeckich aresztach. Wreszcie długie niedocenianie jego dorobku
i osiągnięć, chociażby poprzez blokowanie awansu w korpusie oficerów pożarnictwa, zwłaszcza ze mnóstwo było wtedy przykładów ekspresowych nominacji. Pierwszy zawał przychodzi zaraz po uzyskaniu matury. Niebawem drugi.

     Trzeci zawał serca, do którego doszło 16 grudnia 1966r., spowodował śmierć tego wspaniałego Człowieka i oficera-komendanta, dowódcy, organizatora i nauczyciela, a przede wszystkim wielkiego patrioty.

Gustaw Cieślicki to jedna z najważniejszych postaci wałbrzyskiego pożarnictwa. Jego największym dziełem, było zbudowanie od podstaw organizacyjnych polskiej ochrony przeciwpożarowej na terenie powojennego powiatu wałbrzyskiego.
Roman Świst

Autor korzystał głównie z osobistych relacji ppłk poż. w st. sp. Feliksa Kosteckiego, kopii dokumentów osobowych G. Cieślickiego, książki st. bryg. w st. sp. Wiesława Chmielewskiego - „Strażacka pamięć”, Jakubowice-Sandomierz PAIR 2009., poświęconej mjr poż. Gustawowi Cieślickiemu, oraz wspomnień płk poż. Józefa Mikuły-„Najtrudniejsze czasy…” wyd. w 1988r.




Podpułkownik pożarnictwa Bruno Banach

Kpt. poż. Bruno Banach, dnia 15 września 1945r., objął w Wałbrzychu trzy pożarnicze stanowiska. Stanowiska trzy, ale za to jedno uposażenie i to jak przystało na powojenne ciężkie czasy i dzisiejszą perspektywę, niewyobrażalnie skromniutkie. Tak, czasy były trudne, sytuacja niebywale skomplikowana, ale w zdecydowanej większości społeczeństwa sponiewieranego przerażającą w skutkach wojną, panował entuzjazm i nieogarniona
i niezrozumiała dziś i przez to wykpiwana, ochota do pracy, odbudowy. Zwłaszcza pracy, bo tej w przedwojennej Polsce dramatycznie brakowało , a jeśli była to najczęściej marnie opłacana. Szczególnie trudno było wtedy w Wałbrzychu, stanowiącym narodowościowy i kulturowy tygiel.

Banach został grodzkim, miejskim Komendantem straży pożarnych, a w nomenklaturze administracyjnej- kierownikiem Referatu, potem Wydziału- Straż Pożarna w Urzędzie Pełnomocnika Rządu RP, Zarządu Miejskiego, Starostwa Grodzkiego, Komendantem Grodzkiej, Miejskiej Zawodowej Straży Pożarnej i Komendantem - organizatorem Wojewódzkiej Szkoły Pożarniczej.
Do Wałbrzycha skierował go Wojewódzki Inspektor Pożarnictwa, mjr poż. Stefan Meyer „Larissa”, który do 14 września urzędował w Legnicy. Do tego momentu, w okresie od 6 czerwca do 15 lipca 1945r. „zawodówką” kierował ogn. poż. Stanisław Zimnicki, wywodzący się z kieleckiego, a od 15 lipca nadzór nad nią sprawował kpt. Gustaw Cieślicki - powiatowy Komendant Straży Pożarnych w Wałbrzychu.
Z racji pełnienia pierwszego stanowiska kpt. poż. Banach kierował organizacją polskiej ochrony przeciwpożarowej na obszarze ówczesnego Wałbrzycha, jeszcze bez Białego Kamienia, Konradowa, Kozic, Lubiechowa, Nowego Glinika, Poniatowa, Rusinowej, Sobięcina czy Szczawienka. Miasto zajmowało wtedy 21,28 km² powierzchni i liczyło 30 września 1945r. - 58 248 mieszkańców, w tym 5 541 Polaków,14 lutego 1946r. - 72 976, w tym 19 647 Polaków, a na koniec 1948r. - 82,3 tys., z czego 9,5 tys. Niemców (dane z prac: Alfonsa Szyperskiego Wałbrzych i jego zabytki, rok wyd. 1974, Stanisława Czajki „Przemiany Wałbrzycha”, rok wyd. 1985r. i Kroniką Wałbrzyską t. IX z 1995r., pod red. Marka. Malinowskiego). Dowodził kpt. poż. Bruno Banach co oczywiste, zawodówką i kierował pracami przy organizowaniu szkoły pożarniczej podległej Wojewódzkiemu Inspektorowi Pożarnictwa. Los sprawił, że panowie-Banach i Meyer znali się od dawna, gdyż uczestniczyli razem, w tym samym kursie oficerskim, instruktorskim w 1934r., w Lublinie. Po reaktywowaniu Związku Straży Pożarnych RP 30 listopada 1945r. i powołaniu jego Zarządu Przymusowego 11 lutego 1946r., szkoła została mu podporządkowana związkowi, a ściślej jego Wydziałowi Wyszkolenia.

                                                      

                                           Podpułkownik pożarnictwa Bruno Banach


Bruno Banach urodził się 21 stycznia 1910r. w Krakowie. Był jedynakiem. Jego rodzice byli
z wykształcenia nauczycielami i pracowali w szkołach wiejskich. Ich ostatnim miejscem pracy, była szkoła w Jaroszowicach w pow. wadowickim. Ojciec Brunon, nim ukończył seminarium nauczycielskie pracował jako palacz. Poza tym prowadził też nieduże gospodarstwo rolne.
W rodzinie nie przelewało się i dlatego młody Bruno nie mógł podjąć studiów.
Młody Banach uczęszczał do szkoły powszechnej i Państwowego Gimnazjum w Wadowicach. Maturę uzyskał w 1930r. i został skierowany do odbycia służby wojskowej w elitarnym Centrum Wyszkolenia Artylerii- Szkoła Podchorążych w Toruniu. W 1933r. za namową ojca -  działacza wadowickiej straży, rozpoczął praktykę pożarniczą w Oddziale Powiatowym Związku Straży Pożarnych RP w Wadowicach. W tym momencie powiatowym instruktorem pożarniczym, był młodszy instruktor Korpusu Technicznego Związku- Stefan Fijałkowski, który po powrocie z Anglii w 1945r. ( podczas wojny służył jako oficer londyńskiej straży pożarnej), był kierownikiem Działu Zaopatrzenia w Głównym Inspektoracie Pożarnictwa i zasłużył się sprowadzaniu sprzętu pożarniczego pochodzącego z demobilu wojsk alianckich ( na nasz teren trafiały m. in. poczciwe dodżki, przyczepki gaśnicze i do przewozu motopomp). Potem, był on m. in. wojewódzkim Komendantem straży pożarnych województwa warszawskiego. Fijałkowski docenił talent młodego Banacha i umożliwił skierowanie go na kurs VII˚ dla instruktorów-oficerów pożarnictwa w Lublinie. Bruno Banach ukończył go w 1934r., i od 1 września tego roku, rozpoczął pracę na stanowisku powiatowego instruktora pożarnictwa w Wydziale Powiatowym w Nowym Targu.
W czerwcu następnego roku Banach ożenił się. Jego wybranka Maria z Bandyków, pochodziła
z Krośnicy w pow. nowotarskim, i była nauczycielką. Teść, był maszynistą kolejowym.

1 grudnia 1935r. Bruno Banach rozpoczął pracę na stanowisku powiatowego instruktora pożarnictwa na powiat krakowski. Zastąpił tu młodszego instruktora Stanisława Nowickiego.
W tym czasie, od 1 czerwca 1933r. krakowskim wojewódzkim inspektorem, był inspektor Franciszek Sobczyk- wcześniej m. in. sekretarz Małopolskiego Związku Straży Pożarnych
i wojewódzki inspektor w Białymstoku. Podczas okupacji, był Sobczyk instruktorem na dystrykt krakowski. Po wyzwoleniu Krakowa i województwa krakowskiego , 17 stycznia 1945r. został wojewódzkim inspektorem pożarnictwa. 11 lutego 1946r. minister administracji publicznej powołał go do składu osobowego Zarządu Przymusowego Związku Straży Pożarnych RP. Brał też udział- jako kierownik jednego z dwóch zespołów, w pracach nad ustawą z dnia 4 lutego 1950r. o ochronie przeciwpożarowej i jej organizacji. W międzyczasie, w grudniu 1947r. Bolesław Chomicz zrezygnował ze stanowiska prezesa ZP. Powodem takiego kroku, były spory co do roli i kształtu Związku w powojennej Polsce oraz dążenia kierownictwa Ministerstwa Administracji Publicznej, właściwego do marca 1950r., w sprawach wewnętrznych państwa, do powołania na poziomie lokalnym wspólnej organizacji, składającej się z jednostek OSP
i placówek Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej. 20 grudnia minister administracji publicznej powołał nowy skład osobowy Zarządu Przymusowego. Nie było w nim m. in. ppłk poż. Franciszka Sobczyka. Wracając do projektu scalenia OSP z ORMO, powiedzmy, że go nie zrealizowano, choć wiceprezesem ZP został główny inspektor Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej- ppłk WP Jan Kwiatkowski- przyjaciel jakby nie było Bolesława Bieruta. On też będzie - Kwiatkowski - od 1 (?) lutego 1952r. do października/listopada 1956r. Komendantem głównym straży pożarnych. Kwiatkowski po latach wróci do działalności w ZOSP i okaże się wcale zacnym i dobrym człowiekiem.

Powiatowym instruktorem w Krakowie, był Bruno Banach do momentu najazdu hitlerowskiej Rzeszy na Polskę. Podczas kampanii wrześniowej, jak oficer rezerwy pełnił służbę
w Komendzie Obrony Przeciwlotniczej m. Krakowa, a po wycofaniu się z Krakowa, brał udział
w walkach z Niemcami na Lubelszczyźnie. Uniknął niewoli. Niebawem, bo w listopadzie 1939r., podjął pracę w charakterze inkasenta składek ubezpieczeniowych od ognia, Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych- Oddział Kraków Powiat.

Po utworzeniu Generalnej Guberni, władze okupacyjne przystąpiły m. in. do organizacji polskich fachowych organów ochrony przeciwpożarowej. Stanowić one miały część policji i weszły zgodnie z organizacją aparatu policyjnego hitlerowskiej Rzeszy do Policji Porządkowej -  Ordnungspolizei. Naczelnym organem fachowym polskich straży został Komisaryczny Kierownik Techniczny Polskich Straży Ogniowych na terenie Generalnego Gubernatorstwa
(Generalgouvernement, GG), a potem Kierownik Techniczny Pożarnictwa Generalnego Gubernatorstwa-płk poż. Jerzy Lgocki. Lgocki, był absolwentem Uniwersytetu w Wiedniu
i z wykształcenia ekonomistą. Posiadał stopień majora rezerwy WP. Do momentu objęcia stanowiska kierownika, był dowódcą Oddziału II Warszawskiej Straży Ogniowej. Od 23 grudnia 1939r. stał na czele podziemnego Strażackiego Ruchu Oporu „Skała” i posiadał pseudonim „Jastrząb”. Jako kierownik techniczny podlegał Dowodzącemu Policji Porządkowej- Oddział Straż Pożarna - Befehlshaber der Ordnungsolizei Abteilung Feuerwehr. Początkowo oddziałem kierował ppłk Policji Ogniowej (Feuerschutzpolizei) inż. Lothar Garski, który wcześniej pełnił służbę w berlińskiej straży i był m. in. radcą budowlanym stolicy Niemiec. Po nim oddziałem kierował mjr Policji Ogniowej- Ulrich Mein. Na szczeblu dystryktów (było ich pięć) funkcję organów wypełniali instruktorzy pożarniczy dystryktów, podlegli Komendantom Policji Porządkowej- Oddział Straż Pożarna ( np. w Radomiu płk Policji Ogniowej inż. Heinz Günther,
b. Komendant wrocławskiej ZSP), a w powiatach (było 59 powiatów, 39 miejskich ZSP i 6315 ochotniczych straży pożarnych), powiatowi instruktorzy pożarnictwa/powiatowi komendanci, usytuowani w starostwach (Kreishauptmmanamts) i pod nadzorem powiatowych Komendantów żandarmerii - Kreiskommando der Gendarmerie.
W kwietniu 1940r. B. Banach został powiatowym instruktorem pożarnictwa dla powiatu krakowskiego. Po wprowadzeniu wojskowej nomenklatury stopni służbowych w lecie 1940r. został zweryfikowany jako porucznik pożarnictwa. Trzy lata później awansował do stopnia kapitana pożarnictwa. Powiatowym instruktorem pożarnictwa, był do 13 listopada 1943r. Tego dnia został ostrzeżony przez żonę o planach aresztowania go przez gestapo, za ukrycie grupy partyzantów należących do Gwardii Ludowej i do końca wojny z rodziną pod przybranym nazwiskiem-Jankowski, ukrywał się. Za jego ukrycie się wysoką cenę zapłaciła jego teściowa, która została aresztowana w 1943r. przez gestapo i osadzona jako zakładniczka
w krakowskiej kaźni na Montelupich. Była tam więziona przez pół roku. Nie uniknęli represji rodzice Banacha, których wysiedlono z Wadowic.

Pierwszym miejscem pobytu dla ukrywających się Banachów stała się Warszawa, gdzie
B. Banach mieszkał z rodziną od 15 grudnia 1943r. do 1 lutego 1944r. Tu pracował jako robotnik magazynowy w palarni kawy „Pluton”, będącej własnością braci Turaszewiczów. Następnie- od 10 lutego do 1 maja 1944r. - pracował jako elektromonter, teletechnik,
w Wytwórni Urządzeń Słaboprądowych przy ul. Ludnej. Wtedy B. Banach działał w -SRO „Skała”, i był w komendzie I Okręgu Stołecznego -Warszawa (Komendant kpt. poż. Stanisław Drożdżeński „Kostek”, także członek jej krajowego kierownictwa, d-ca Oddziału I WSO, a po wojnie m. in. Komendant Centralnej Szkoły Pożarniczej w Warszawie ) oficerem do zadań specjalnych. Z Warszawy, przeniósł się Banach z rodziną do Klimontowa, w powiecie opatowskim, gdzie powiatowym instruktorem pożarnictwa, był od 1929r. kpt. poż. Gustaw Cieślicki (to on „załatwił” u księdza z Iłży metryki urodzenia dla Banachów i ich kilkuletniego synka oraz kennkarty), a instruktorem pożarniczym dystryktu kielecko- radomskiego - ppłk poż. Józef Mikuła. To za sprawą obu oficerów od 15 maja do 1 lipca 1944r. kpt. poż. Bruno Banach pełnił służbę jako sierżant pożarnictwa w tamtejszym Zarządzie Gminy i jako Komendant straży w hucie, w Ostrowcu Świętokrzyskim?
Wobec totalnego bałaganu spowodowanego ofensywą Armii Czerwonej i Wojska Polskiego oraz ewakuacji administracji niemieckiej, Banachowie wykorzystują zamęt, przenieśli się bliżej rodzinnych stron. Już 15 lipca 1944r. Banach zatrudniony zostaje jako drwal w Nadleśnictwie Zawoja niedaleko Makowa Podhalańskiego. Pracuje tu do 10 lutego 1945r. Pięć dni później-15 lutego 1945r. - obejmuje w Krakowie stanowisko powiatowego Komendanta straży pożarnych. Przypomnijmy - wojewódzkim inspektorem pożarnictwa, był tu znany mu osobiście ppłk poż. Franciszek Sobczyk.

Kpt. poż. Bruno Banach nie zagrzał długo miejsca w Krakowie, gdyż z powodu braku mieszkania, podjął starania o przydział do pożarniczej Grupy Operacyjnej „Śląsk”. Na jej czele, od lutego/ marca 1945r. stał ppłk poż. Józef Mikuła. Legendarny oficer, a od 1934r. do wybuchu drugiej wojny światowej, był w Katowicach wojewódzkim inspektorem pożarnictwa. Był w tym czasie Banach, był całkowicie wyniszczony wojenną tułaczką. Tak to po latach określił.
Od 1 maja 1945r. z polecenia inspektora Mikuły objął stanowisko powiatowego Komendanta straży pożarnych i ZSP w Nysie. Jednocześnie zajął się zabezpieczeniem obiektów
d. niemieckiej prowincjonalnej szkoły pożarniczej (uruchomiona 16 września 1934r.) oraz jej wyposażenia. Ponieważ wyposażenie tej placówki zostało wywiezione do Chorzowa, 15 września 1945r. kpt. poż. Bruno Banach melduje się w Wałbrzychu, gdzie od 15 lipca stanowisko powiatowego Komendanta straży pożarnych pełni kpt. poz. Gustaw Cieślicki,
a wojewódzkim inspektorem pożarnictwa dla Dolnego Śląska jest wspomniany wcześniej, mjr poż. Stefan Meyer „Larissa”- b. powiatowy instruktor pożarnictwa w Kielcach i aktywny konspirator podczas wojny ( SZP, ZWZ, AK i SRO „Skała”).

W chwili objęcia wałbrzyskiej straży przez kpt. poż. B. Banacha, liczyła ona 96 strażaków - głównie narodowości niemieckiej. Po dwóch latach, w których odbywała się akcja wysiedlania Niemców, jej stan osobowy tworzył jeden 1 oficer, 13 podoficerów oraz 72 szeregowców. W tej liczbie było 4 Niemców, którzy utrzymywali miejski system sygnalizacji alarmowej oraz mechanicy. Po przejęciu straży przez administrację polską, w straży wałbrzyskiej, były 3 pojazdy zastępcze pochodzące z demobilu oraz 4 motopompy. Z czasem powróciły dawne samochody pożarnicze, które Niemcy ewakuowali do Czech, przed wkroczeniem wojsk radzieckich. Ich stan techniczny nie pozwalał na skierowanie do służby bojowej. Trzeba było je wyremontować i tak też się stało co uczynili niemieccy mechanicy i szoferzy. W lecie 1947r. na wyposażeniu „miejskiej”, były 3 autodrabiny, samochód z autopompą, tzw. typowe niemieckie lekkie autopogotowie-LF-8 na podwoziu mercedesa, samochód gospodarczy, samochód trójkołowy, 9 dużych motopomp, 4 przyczepki do przewozu motopomp, 3 aparaty tlenowe, 3800 m węży tłocznych gumowanych Ø 75 mm i 4200 m węży tłocznych Ø 52 mm oraz mnóstwo innego wyposażenia. Straż posiadała własny warsztat krawiecki, stolarnię
i stołówkę.
Jednym z wielkich problemów, była szalona fluktuacja. W ciągu dwóch lat przez jednostkę przewinęło się ok. 1300 osób.

Komendant Banach, w nieznanych nam okolicznościach, spotkał w Wałbrzychu przedwojennego strażaka - ochotnika - Franciszka Bukowskiego, który był słuchaczem kursu przed wojną w Nowym Targu. Banach jako powiatowy instruktor w tym powiecie, był wówczas na kursie nauczycielem. Spotkanie zaowocowało podjęciem przez Bukowskiego zawodowej służby w „miejskiej”. Dziś jego tradycje strażackie kontynuuje pani Małgorzata Mementowska - wnuczka Franciszka Bukowskiego. Przed nią pełnił służbę jej mąż Artur, który był podoficerem. Ale kapitan B. Banach zaraził zawodową służbą także późniejszego oficera-ppłk poż. Franciszka Lisiowskiego.

Kpt. poż. Banachowi udało się bez tzw. dotacji, zorganizować Wojewódzką Szkołę Pożarniczą, którą uruchomiono kursem dla 38 dowódców kolejowych straży pożarnych z terenu DOKP Wrocław, 12 listopada 1945r. Potem, pod jego kierownictwem, do końca października 1949r.
w szkole zrealizowano całą gamę kursów z udziałem zawodowej kadry pożarniczej
i funkcyjnych Związku Straży Pożarnych RP, powiatowych i miejskich komendantów straży pożarnych z terenu ówczesnego województwa wrocławskiego, komendantów miejskich OSP, kursy podoficerskie i specjalistyczne np. dla sędziów sportowych, kierowców czy instruktorek drużyn samarytańskich. Niezależnie od wypełniania obowiązków zawodowych, był kpt. poż. B. Banach przewodniczącym kola Polskiej Partii Socjalistycznej przy wałbrzyskiej komendzie oraz wiceprzewodniczącym Komitetu Zakładowego PPS przy wałbrzyskim magistracie. W tym czasie prezydentem miasta, był Eugeniusz Szewczyk - członek tej partii.
Do legendy przeszła kraksa drogowa, kiedy Komendant Banach wiózł samego Józefa Cyrankiewicza- wtedy sekretarza generalnego PPS., na przedwyborczy wiec w 1947r. Prowadzone przez niego auto wpadło w poślizg, ale na szczęście nikt nie ucierpiał. Po zjednoczeniu PPR z PPS, Banach wstąpił w szeregi Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej

Tu w Wałbrzychu zrealizował się nieprzeciętny talent B. Banacha, a dzięki wysokiemu poziomowi dowodzonej przez niego szkoły, wałbrzyskie polskie pożarnictwo szybko zyskało zasłużoną opinię ważnego ośrodka na pożarniczej mapie kraju- nie tylko na Dolnym Śląsku
i Ziemiach Odzyskanych.
Tak, to szkoła wyprowadziła wałbrzyskie pożarnictwo na arenę krajową.
W momencie zakończenia służby w Wałbrzychu, przez kpt. poż. B. Banacha, ostatniego dnia października 1949r., na terenie miasta działały następujące zawodowe straże pożarne: MZSP przy ul. Przemysłowej 1, przy Elektrowni Miejskiej, Hucie Szkła Lanego oraz kopalniach węgla kamiennego „Bolesław Chrobry” i „Mieszko”. Wieloosobowe komórki ochrony przeciwpożarowej działały przy zjednoczeniu przemysłu węglowego, zjednoczeniu przemysłu włókienniczego oraz w Polskich Kolejach Państwowych. W największych zakładach przemysłowych zatrudnieni byli etatowi kierownicy ochrony przeciwpożarowej, oraz konserwatorzy podręcznego sprzętu gaśniczego i urządzeń gaśniczych. W takich zakładach działały także straże obowiązkowe, przymusowe.

Od 1 listopada 1949r. kpt. poż. Bruno Banach podjął prace, służbę w charakterze kierownika Referatu, Inspektoratu Pożarnictwa w Polskich Liniach Lotniczych „Lot’ w Warszawie. Decyzję
o objęciu przez niego takiego stanowiska podjął naczelnik Wydziału Pożarnictwa
w Departamencie Politycznym Ministerstwa Administracji Publicznej, mgr Anzelm Wardęga. Był to niewątpliwy awans i potwierdzenie wysokich kwalifikacji kapitana Banacha.

1 stycznia 1952r. nastąpiła poważna reorganizacji polskiego lotnictwa cywilnego. W związku
z nią, kpt. poż. Banach został Inspektorem Ochrony Przeciwpożarowej w Zarządzie Lotnictwa Cywilnego. Nie zagrzał miejsca tu na długo, bo 1 sierpnia 1954r. odszedł z tego stanowiska. Głównym powodem odejścia, było zaniżenie mu uposażenia o połowę, przy jednoczesnym zwiększeniu zakresu obowiązków.
Praca, służba w odległej Warszawie, choć prestiżowa, to jednak miała dolegliwość w postaci rozłąki z rodziną, która cierpliwie znosiła tą sytuację, mieszkając w dalekich Wadowicach. Dlatego Banach czynił starania o miejsce pracy położone bliżej wspomnianych Wadowic. Poza tym poważnie zachorowała jego żona.
Wreszcie po usilnych staraniach udało mu się znaleźć pracę w jako kierownik Ochrony Przeciwpożarowej w Centralnym Zarządzie „Erg”. Stąd trafił, w ramach resortu przemysłu chemicznego do Zakładów Przemysłu Chemicznego w Oświęcimiu. Został w nich kierownikiem Ochrony Przeciwpożarowej i zarazem Komendantem ZZSP. Z tych stanowisk został zwolniony, bez podania powodu takiej decyzji. W tym momencie był już wdowcem. Zatem jego sytuacja, była nie pozazdroszczenia. Decyzję o zwolnieniu wkrótce cofnięto, jednak Banach jej nie przyjął. Wystarał się o pracę w Szkole Oficerów Pożarnictwa- wtedy już szkoły pomaturalnej.

W Szkole Oficerów Pożarnictwa został kierownikiem Cyklu IV-Operacyjno - Bojowego
i nauczycielem. Był w tym czasie podwładnym Komendantów: mjr WP Jerzego Kubiaka i płk poż. Krzysztofa Smolarkiewicza. Dyrektorem nauk i zastępcą Komendanta szkoły, był płk poż. Józefa Nazarko. W tym czasie w KGSP pracował m. in. Stefan Meyer „Larissa’
Z SOP odszedł prawdopodobnie w 1964r. Za jakiś czas podjął służbę w ZZSP przy Jelczańskich Zakładach Samochodowych.

Życie, choć ciekawe i urozmaicone nie głaskało oficera Bruno Banacha. Wielokrotnie zmieniał miejsce pełnienia służby i przez to zamieszkania. W 1956r. po ciężkiej chorobie zmarła mu żona, a osiem lat później starszy syn. W 1957r. ponownie ożenił się. Żona Zofia pochodziła
z Wachowiczów i była urzędniczką Prezydium Rady Narodowej m. st. Warszawy. Podobnie jak pierwsza żona, była córka maszynisty klejowego.

Był Bruno Banach fachowcem pierwszej wody. Cechowały go kompetencja i dążenie w prosty
i mądry sposób do wytyczonego celu. Był wymagającym przełożonym i zdyscyplinowanym podwładnym. Łatwo nawiązywał kontakt. Nie znosił niekompetencji i dyletanctwa. Był też uparty i trudno było go zmusić do zmiany decyzji. Co nie oznaczało, że tkwił uparcie przy swoim.
B. Banach, był osobą niezwykle czynną społecznie. Niezależnie od działalności w PPR, a potem w PZPR, już jako uczeń należał do Związku Harcerstwa Polskiego. Potem działał w Polskim Towarzystwie Tatrzańskim, Lidze Lotniczej i Aeroklubie PRL oraz Związku Nauczycielstwa Polskiego. Zawsze był czynny w strażactwie ochotniczym-Związku Straży Pożarnych i Związku Ochotniczych Straży Pożarnych, Po

Kapitan pożarnictwa Franciszek Kreid

Franciszek Kreid jest przykładem oficera niebanalnego, ale i niepokornego. Jego barwna i bogata kariera zawodowa potwierdza, że w naszym środowisku mieszczą się osoby o wielkich talentach
i wszechstronnych kwalifikacjach. I dobrze że tak jest, bowiem ludzie niezwykli i ponad przeciętni, dźwigają główny ciężar zadań, są motorem postępu i kreują pozytywny obraz naszej publicznej służby. Tylko dlaczego jest im trudniej niż pozostałym, choć dają naszej służbie więcej niż inni.

Franciszek Kreid urodził się 6 stycznia 1905r., w Orłowie w pow. mieleckim. Miał siedmioro rodzeństwa, w tym brata Eugeniusza (1911-2008), który w l. 1949-1965, był dyrektorem naczelnym PZU. Uczył się
w szkole powszechnej i gimnazjum w Mielcu. Egzamin maturalny zdał w Krośnie w 1956r. Od lipca 1924r. do października 1926r., był kontraktowym muzykiem w orkiestrze rzeszowskiego 20 Pułku Ułanów im. Króla Jana III Sobieskiego. Po tym epizodzie muzyczno- wojskowym, 26 listopada 1926r. podjął pracę na stanowisku elewa kolejowego - rzec można - stażysty urzędniczego, w Dyrekcji Kolei Państwowych
w Katowicach, a następnie w Mysłowicach. Dokładnie dwa lata później rozpoczął pracę w charakterze urzędnika Sądu Grodzkiego w Mielcu. Kolejnym miejscem pracy, był Sąd Grodzki w Strzyżowie,
w którym pracował od 1 listopada 1930r. do 8 maja 1935r. Stąd został przeniesiony do Tarnowa, gdzie pracował kolejno do 1 lutego 1945r.,
w Sądzie Okręgowym a następnie grodzkim.

                                                      
                                                                                   Franciszek Kreid

Po kilkumiesięcznej przerwie widzimy Franciszka Kreida w Wałbrzychu, na stanowisku kierownika Referatu Kultury i Sztuki w Urzędzie Pełnomocnika Rządu RP na obwód/powiat ziemski. Na tym stanowisku pracował od 11 do 27 lipca 1945r. Jednak praca na kierowniczym stanowisku wyraźnie mu nie leżała i od 1 sierpnia owego roku jest powiatowym Komendantem straży pożarnych w Szprotawie, która należała do Okręgu Administracyjnego Dolny Śląsk.

Do cywilnej pracy urzędniczej już nie powrócił.

Z pewnością wpływ na wstąpienie do zawodowej służby pożarniczej, miał pierwszy powiatowy Komendant straży pożarnych w Wałbrzychu, kpt. poż. Gustaw Cieślicki (1902-1966). Poza tym obaj panowie pracowali w tym samym budynku, tj. przy ul. Jana Matejki 3.. Na dodatek G. Cieślicki znał bardzo dobrze wojewódzkiego inspektora pożarnictwa mjr poż. Stefana Meyera „Larissę', a ten decydował o obsadzie na stanowiskach komendantów.

Z pożarnictwem Franciszek Kreid zetknął się w 1922r. wstępując do Miejskiej OSP
w Mielcu. Pełnił w niej społeczną służbę do 1924r., a następnie w l. 1928-1930. Był w niej adiutantem oraz sekretarzem. Gdy pracował i mieszkał w Strzyżowie należał do tamtejszej MOSP i jednocześnie sprawował funkcję naczelnika rejonowego (Komendanta gminnego). W l. 1938-1939, był dowódcą plutonu w MOSP w Tarnowie. Odbył wszystkie wymagane szkolenia.

Jako powiatowy Komendant w Szprotawie, która do 30 czerwca 1950r. należała do Okręgu Administracyjnego Dolny Śląsk/ woj. wrocławskiego, został Franciszek Kreid skierowany do Centralnej Szkoły Pożarniczej, na VI kurs oficerski. Komendantem szkoły, był wtedy ppłk poż. Stanisław Drożdżeński (1898-1954). Ten legendarny oficer, był nauczycielem podczas kursów oficerskich, których uczestnikami byli związani
z dolnośląskim i wałbrzyskim pożarnictwem: Stefan Antoniak (od 1 października 1953r. do marca 1954r. wojewódzki Komendant we Wrocławiu), Jerzy Fiedler (miejski
i powiatowy Komendant w Jeleniej Górze), Zbigniew Jacorzyński (Komendant Podoficerskiej Szkoły Pożarniczej w Wałbrzychu i oficer ds operacyjnych i szkoleniowych w Komendzie Miejskiej SP w naszym mieście), Aleksander Kabarowski (oficer ds szkoleniowych w Oddziale Ochrony przed Pożarami i Innymi Klęskami w UW we Wrocławiu), Zygmunt Milewski (miejski Komendant w Świdnicy), Roman Kowalski (powiatowy Komendant i Komendant Wojewódzkiej Szkoły Pożarniczej w Wałbrzychu), Wiesław Sitkiewicz, Stanisław Siudalski (powiatowy Komendant w Kłodzku) i Tadeusz Szanser (powiatowy Komendant w Dzierżoniowie), Po ukończeniu kursu i uzyskaniu stopnia ppor. poż., od 19 września 1947r. rozpoczął służbę w Wałbrzychu na dwóch stanowiskach: zastępcy grodzkiego (miejskiego) Komendanta straży pożarnych
i pełniącego obowiązki zastępcy Komendanta Wojewódzkiej Szkoły Pożarniczej. Niezależnie od pełnionych funkcji prowadził zajęcia szkoleniowe jako wykładowca na kursach realizowanych w tej szkole.

1 czerwca 1950r. ppor. poż. Franciszek Kreid został powiatowym Komendantem straży pożarnych
w Jeleniej Górze. Nie zagrzał w nowym miejscu długo miejsca, bowiem z powodu braku dla niego i jego rodziny mieszkania (żona + dwoje dzieci), spokojnie i odważnie zrezygnował ze stanowiska - a wtedy był to akt niezwykłej odwagi i 1 września tego roku podjął służbę, tym razem jako oficer szkoleniowy w wałbrzyskiej szkole. Pracował w niej do 1 marca 1951r. i odszedł, po tym jak obniżono mu płacę o ½, do dyrekcji Funduszu Wczasów Pracowniczych w Lądku - Zdroju. W tym czasie Lądek był największym polskim uzdrowiskiem wojskowym dla ówczesnej generalicji polskiej i radzieckiej. Z tego m. in. powodu, stanowisko referenta ds. ochrony przeciwpożarowej należało do kluczowych. Coś jednak Kreidowi nie leżało, bowiem pracował w nowym miejscu tylko do końca miesiąca kwietnia, by już od 1 maja stanąć na czele inspektoratu ochrony przeciwpożarowej Lubelskiego Zjednoczenia Przemysłu Cukrowniczego
w Lublinie. Tu pracował do 15 czerwca 1954r. i odszedł do największej wówczas polskiej Rafinerii Nafty „Trzebinia” w Trzebini. Powodem zmiany miejsca zatrudnienia, był brak obiecanego mieszkania dla niego i rodziny. Stąd natychmiast został przeniesiony do Zarządu Przemysłu Nafty w Krakowie. W Trzebini, był zatrudniony jak technik pożarniczy, a w Krakowie pracował na stanowiskach zastępcy Komendanta ochrony przeciwpożarowej, a następnie w charakterze starszego inspektora ochrony przeciwpożarowej.

W Krakowie pracował do 30 listopada 1955r. i odszedł do Rafinerii Nafty w Jaśle - Niegłowicach. Objął tam stanowisko zastępcy Komendanta ochrony przeciwpożarowej, ZZSP tych zakładów oraz zastępcy szefa Terenowej Obrony Przeciwlotniczej tej jednej z największych w kraju rafinerii. Posiadał wówczas stopień młodszego kapitana pożarnictwa. Ranga dosyć niska, ale pamiętajmy, że w tamtych czasach polityka awansowa była w porównaniu z obecnym czasami oględnie mówiąc - bardziej powściągliwa. I to było słuszne. Z drugiej strony praca w resortowej ochronie i częste zmiany miejsc pełnienia służby nie ułatwiały w awansowaniu. No i sprawa kluczowa- Franciszek Kreid nie był członkiem żadnej partii politycznej. Nawet tak jak brat - Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego.

Przedostatnim miejscem zawodowej służby Franciszka Kreida, były największe wtedy w kraju-Krośnieńskie Huty Szkła. Został tam zatrudniony w listopadzie 1958r. na stanowisku kierownika ochrony przeciwpożarowej. Był też w tych zakładach szefem Terenowej Obrony Przeciwlotniczej.

Od 1 maja* 1959r. do 30 marca 1962r., był powiatowym Komendantem straży pożarnych w Mielcu.

Kapitan pożarnictwa Franciszek Kreid napisał dwie niezwykle cenne książki pożarnicze. Pierwsza zatytułowana „Obrona i sprzęt przeciwgazowy” ukazała się w 1952r., a druga - „Przyczyny powstawania i rozszerzania się pożarów” - w 1958r.

Był fachowcem w każdym calu jako dowódca, Komendant, nauczyciel zawodu czy prewentysta. Niestety, autorowi tego tekstu nie udało się ustalić daty śmierci Franciszka Kreida. Może pomogą w tym czytelnicy?
W ankiecie własnoręcznie napisanej 18 maja 1959r. w Rzeszowie, widnieje zapis który świadczy, że jeszcze tego dnia Franciszek Kreid pracował w Krośnieńskich Hutach szkła.

Roman Świst

                    _______________________________________________________________


Do największych należał, czyli o pułkowniku Eugeniuszu Rusieckim

W l. 1952-1960 mieszkał w Wałbrzychu, nieopodal Straży, bo przy ulicy 1-Maja 12m1. Nie pełnił zawodowej służby pożarniczej (posiadał rangę kapitana szefa, równorzędną z rangą brygadiera PSP),
a jedynie dorywczo, angażowany był jako nauczyciel zagadnień taktycznych i organizacyjnych,
w wałbrzyskiej placówce szkolenia pożarniczego.

Ten wielki człowiek zapisał jedną z piękniejszych kart w polskim pożarnictwie. Jest zatem obowiązkiem przybliżyć Jego nietuzinkową postać, nie tylko współcześnie pełniącym służbę, ale i tym, którzy dawno ją zakończyli. Wszystkim. I nie tylko tu na Ziemi Wałbrzyskiej.

                                                            
         Eugeniusz Rusiecki (reprodukcja fotografii z pracy „Krakowska szkoła pożarnicza w latach 1960-1995”,
                                                                autor Piotr Bielicki, Kraków 1995, s.66)

Eugeniusz Rusiecki urodził się w Warszawie, 19 lutego 1901r., w rodzinie robotniczej,
z ojca Jana i matki Kazimiery. Ukończył tam gimnazjum. Jako dziewiętnastolatek zaciągnął się w lecie 1920r., do 201 Ochotniczego Pułku Szwoleżerów (potem jako 3 Pułk Szwoleżerów Mazowieckich im. Pułkownika Jana Kozietulskiego). Brał udział jako ułan podchorąży, w walkach pułku w końcowej fazie wojny polsko-bolszewickiej. Podczas zaciętych walk i częstych działań rozpoznawczych zawsze okazywał niepospolitą waleczność i ducha walki. Dowodem tego jest odznaczenie go Orderem Wojskowym Virtuti Militari klasy V.
Od jesieni 1939r. działał w podziemnej Organizacji Wojskowej „Longinusa”, która powstała ok. 10 września, z inspiracji gen. Władysława Sikorskiego. W jej ramach, był komendantem Okręgu Krakowskiego. Nosił wtedy pseudonim „Niedźwiedź”. Od maja 1941r. OW „Longinusa” została przemianowana na- Organizację Wojskową-Kadra Bezpieczeństwa (jego nr legit.-1094). W lipcu 1942r. OW-KB, została podporządkowana Komendzie Głównej Armii Krajowej. Od listopada następnego roku, OW-KB, współtworzyła Organizację Wojskową - Korpus Bezpieczeństwa.
Niezależnie, od początków 1940r., w randze porucznika, był dowódcą oddziału ochrony, jako „Rawicz”, Podziemnej Wytwórni Banknotów (PWB 17S, także Wydział Produkcji Banknotów), podległej VII Oddziałowi KG AK. Oddział ten (często, w źródłach, nie jest oznaczany numerem). Oddział ten, był źródłem finansowania działalności podziemnej oraz wyrabianiem spreparowanych legalizacyjnych dokumentów. Jak kapitalną rolę odgrywała wytwórnia w polskim podziemiu, nie trzeba nikogo przekonywać.
Podczas powstania warszawskiego Eugeniusz Rusiecki walczył (Zgrupowanie „Róg”)
o Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych, na placu Zamkowym, w Śródmieściu, na Powiślu
i Czerniakowie.
Eugeniusz Rusiecki, był niezwykłą postacią polskiego antyhitlerowskiego podziemia. Poza wymienionymi wyżej organizacjami, należał jeszcze do Organizacji Wojskowej - Strażacki Ruch Oporu „Skała”. W jej Komendzie Głównej stał na czele Głównego Inspektoratu, którego zadaniem było kierowanie
i koordynacja działalności konspiracyjnej.
Za swą konspiracyjną działalność został uhonorowany przez Krajową Radę Narodową Krzyżem Grunwaldu klasy III. A przypomnijmy, że prezydentem jej, był Bolesław Bierut - przyjaciel Jana Kwiatkowskiego-drugiego komendanta głównego Straży Pożarnych.
W 1916r, jeszcze podczas pierwszej wojny światowej wstąpił do jednej z warszawskich OSP. Od 1921r. pracował w charakterze instruktora w Zarządzie Głównym Związku Floriańskiego w Warszawie. Dwa lata później został inspektorem Związku Straży Pożarnych województwa Łódzkiego, i był nim do 1928r. kiedy objął stanowisko inspektora na województwo stanisławowskie. Gdy rozpoczynał zawodową służbę, w całym Głównym Związku Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej, zatrudnionych było tylko 24 oficerów, a siedem lat później 43. Organizował ochotnicze straże pożarne i kierował działalnością szkoleniową. W l. 1932-1938, był komendantem Zawodowej Straży Pożarnej w Państwowych Zakładach Amunicji „Pocisk” w Rembertowie k/ Warszawy. Na rok przed wybuchem drugiej wojny światowej został komendantem straży pożarnej Zakładów Uzbrojenia w Kraśniku, na terenie Centralnego Okręgu Przemysłowego.
Podczas okupacji, początkowo pracował jako monter sprzętu przeciwpożarowego „Technomobil” na terenie Warszawy, od 1943r. w charakterze komendanta ZSP Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Stanowisku to ułatwiało mu działalność konspiracyjną.
Na początku marca 1945r. ppłk poż. Eugeniusz Rusiecki przybył na Górny Śląsk, gdzie stanowisko wojewódzkiego inspektora pożarnictwa, podobnie jak przed wybuchem wojny (od 1934r.), piastował już płk poż. Józef Mikuła. Tenże w porozumieniu z władzami wojewódzkimi, 19 marca 1945r. mianował Rusieckiego komendantem Miejskiej Zawodowej Straży Pożarnej w Bytomiu. Niezależnie od działalności organizatorskiej, uczestniczył komendant Rusiecki, w akcji sprowadzania do Polski pojazdów pożarniczych zagrabionych przez Niemców z Górnego Śląska.
Wiosną 1950r. kiedy organizowano komendy straży pożarnych, ppłk Eugeniusz Rusiecki nie znalazł uznania w oczach decydentów. A może nie było mu po drodze z decydentami. I choć na pięciolecie Manifestu PKWN i powrotu Ziemi. Odzyskanych do macierzy uhonorowany został Złotym Krzyżem Zasługi, to jednak nie został mianowany komendantem i odszedł na stanowisko starszego inspektora pożarnictwa w Państwowym Przedsiębiorstwie Robót Kolejowych w Warszawie. Choć finansowo wiele zyskał to jednak, była to dla niego degradacja. Pracował w PPRK przez dwa lata i przeprowadził się do Wałbrzycha. Tu pracował w jednej z fabryk porcelany stołowej oraz w uzdrowisku
w Szczawnie-Zdroju.
W 1957r. na fali „popaździernikowej” odwilży podjął starania o powrót do ukochanej służby. Trwało to długo i dopiero 5 maja 1960r. otrzymał przydział na stanowisko komendanta nowo tworzonej Szkoły Podoficerów Pożarnictwa w Krakowie - Nowej Hucie. Niebawem do placówki ściągnął b. komendanta Podoficerskiej Szkoły Pożarniczej nr 5,
a po jej likwidacji pod koniec 1957r, oficera ds. operacyjno-szkoleniowych w Komendzie Miejskiej SP
w Wałbrzychu - kpt. poż. Zbigniewa Jacórzyńskiego. Obaj panowie zdążyli się dobrze poznać, jako że kpt. poż. Jacorzyński angażował Rusieckiego do prowadzenia zajęć w podległej mu placówce.
Kapitan Jacórzyński został zastępcą Rusieckiego, a gdy ten odszedł w 1966r- objął stanowisko komendanta krakowskiej szkoły.
Czy aby Eugeniusz Rusiecki nie powinien zostać patronem krakowskiej szkoły?
Jakim człowiekiem i oficerem był Eugeniusz Rusiecki? Był pogodnym i otwartym na ludzi. W służbie, był skrupulatny i wymagający. Dotrzymywał zawsze danego słowa. Prezentował wysoką kulturę osobistą. Był fachowcem w każdym calu.
Płk poż. Eugeniusz Rusiecki zmarł 21 września 1968r. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim
w starym Krakowie. W pogodne popołudnie, w promieniach wczesno jesiennego słońca rozświetlającego żółknące liście, odprowadzały go setki strażaków z wielu stron kraju. Los sprawił, że piszący te słowa - też.
Opr. Roman Świst
 

 
Kalendarz zmianowy 2018r.








 

Copyright by Komenda Miejska PSP w Wałbrzychu 2012r.